Inny teatr
Tadeusz Kornaś
Jerzy Grotowski i Teatr Laboratorium
Strona główna
Poprzedni tekst
Następny tekst

Szczeble drabiny Jakubowej

"Sztuka jest jak drabina Jakubowa, po której szczeblach mogą schodzić aniołowie - mówił Grotowski. Trzeba jednak, aby szczeble drabiny były zrobione dobrze, żeby były najwyższej rzemieślniczej jakości."



Jerzy Grotowski - fot. Maurizio Buscarino

Życie i praca Grotowskiego były podobne biblijnemu zmaganiu Jakuba z aniołem - mocowaniem się do ostatka sił, by wyrwać tajemnicę, imię, by zrozumieć sprawy przekraczające potoczność. Gdy w ostatnim okresie swojego życia prowadził niedaleko Pontedery we Włoszech swój ośrodek, nie sztuka była już tam najważniejsza. Ważne stawało się to, co można poprzez nią dosięgnąć. Sztuka była wehikułem. Jej celem było dotarcie: poprzez śpiew, ruch, poprzez działanie do czegoś przekraczającego grube, biologiczne poziomy naszej codzienności, dosięgnięcie poziomów subtelnych, dotarcie do, jak to określał, świetlistości. I na czas działania performera (Grotowski nie uważał osób biorących udział w Akcji za aktorów) w trakcie powoływanej prawie codziennie, bez udziału widzów Akcji, zachowania tej świetlistości.

To wszystko wydaje się brzmieć niezwykle eterycznie. Ale praca Grotowskiego była nadzwyczaj konkretna, właśnie rzemieślnicza. Akcja - swoisty spektakl, który nie był robiony po to, by oglądali go widzowie, ale po to by stać się owym wehikułem dla działającego - jest krańcowo precyzyjna, w najdrobniejszym detalu, geście, intonacji, dźwięku. W Pontederze pracuje się po kilkanaście godzin - sześć dni w tygodniu.



Jerzy Grotowski - fot. Tadeusz Szwed

W końcu lat sześćdziesiątych Grotowski był niesłychanie sławny. Uznawany był za jednego z najwybitniejszych, jeśli nie najwybitniejszego, reżysera teatralnego na świecie. Jego wydana na Zachodzie książka Towards the poor theatre (Ku teatrowi ubogiemu) określana była mianem teatralnej Biblii, zaś spektakle powstałe w Teatrze Laboratorium, Książę Niezłomny (prem. 1965 r.) i Apocalypsis cum figuris (prem. 1968 r.), objechały tryumfalnie świat. O Grotowskim pisano wtedy, że "jest jedyny". Ale on niespodziewanie, u szczytu powodzenia, przestał robić spektakle. Wyruszył w niewiadome, w wędrówkę po granicach teatru. Próbował stworzyć "dzieło-strumień", w którym nie ma już podziału na działających aktorów i biernych widzów. Wszyscy uczestniczą czynnie w tworzeniu dzieła, które może trwać godziny, dni, lata. Najpierw zaczął pracę z małą grupą kilku osób, później działania parateatralne obejmowały coraz więcej ludzi; do Wrocławia przyjeżdżali chętni z całego świata. Wielka kulminacja parateatru nastąpiła w 1976 roku, gdy podczas Uniwersytetu Poszukiwań Teatru Narodów we Wrocławiu w czynnych działaniach w trakcie tzw. "Uli" wzięło udział sporo ponad tysiąc osób. Prace w ramach "kultury czynnej" w Teatrze Laboratorium prowadzone były jeszcze do początków lat osiemdziesiątych, ale sam Grotowski podążał już wtedy dalej. Znów rozpoczął z małą grupą: projekt nazwał Teatr Żródeł. Coraz głębiej drążył w dziedzinie zjawisk dramatycznych, próbując dotrzeć do podstawowych struktur tego zjawiska. Do współpracy zaprosił twórców z różnych kręgów kulturowych, którzy zanurzeni byli w tradycji konkretnych regionów. Wyruszał do miejsc, gdzie te kultury są żywe: na Haiti by poznać kulty opętania wodu, do Indii by spotkać wędrownych śpiewaków-joginów - Baulów, do Afryki (do plemienia Joruba), do Indian Huicholów w Meksyku... Coraz wyraźniej jego zainteresowania skupiały się na rytuale, jako formie dramatycznej. Niestety, okres Teatru Żródeł został gwałtownie zamknięty - wkrótce po wprowadzeniu stanu wojennego Grotowski wyjechał jako wychodźca z Polski. W Irvine w Kaliforni rozpoczął kolejny etap prac - Dramat Obiektywny, który okazał się wstępem do realizowanego od 1986 roku w Pontederze w Toskanii programu Sztuki Rytualne. We Włoszech właśnie powstało Workcenter of Jerzy Grotowski - swoisty erem teatralny, w którym artyści (performerzy) pracują nad dziełem nie po to by zadowolić widzów, lecz by było ono dla nich samych wehikułem duchowego rozwoju. Zarazem jednak Worcenter nie jest to miejscem zamkniętym - do Pontedery zapraszane były grupy teatralne z całego świata, by tam zaprezentować swoją pracę i równocześnie poznać to, co robił i do czego dążył Grotowski. Pomimo odosobnienia, osunięcia się od zgiełku, wpływ Grotowskiego na światowy teatr pozostał do końca jego życia ogromny - przez Pontederę przewinęło się wiele grup i twórców, którzy musieli przecież wyciągnąć wnioski z maksymalizmu twórczego tego artysty. W College de France specjalnie dla niego powołano katedrę Antropologii Teatru.

Po wielu latach nieobecności - w 1997 roku - Grotowski przyjechał do Polski, by zaprezentować swoją pracę. We Wrocławiu odbyło się kilkanaście pokazów Akcji i publiczne spotkanie z nim i jego współpracownikiem Thomasem Richardsem.

Akcja była niezwykłym zdarzeniem, jak już wspomniałem, była ona tworzona nie dla widzów, lecz dla samych działających. Ma strukturę zbliżoną do rytuału, choć z rytuałem nie należy jej do końca utożsamiać. Na każdą prezentację Akcji Grotowski zapraszał tylko piętnastu widzów, czy raczej świadków. Łatwo więc policzyć, że owoc jego kilkunastoletniej pracy w Workcenter obejrzało w Polsce na żywo tylko niespełna dwieście osób. Co więcej, były to osoby imiennie zapraszane (głównie praktycy teatru) - nie było żadnych biletów.

W dobie bezwzględnej dominacji kultury masowej takie ograniczenie może wydać się dziwactwem ("przecież to za nasze pieniądze, nas podatników, etc."). Tymczasem dla tego typu pracy, jaka prowadzona jest w Toskanii (po śmierci Grotowskiego będzie ją kontynuował Thomas Richards) skupienie i optymalne warunki są po prostu koniecznością. Sam Grotowski porównywał swoje Sztuki Rytualne z tradycjami świątynnymi.

Gdy Grotowski w latach sześćdziesiątych robił najsłynniejsze swoje spektakle, jego sposób przedstawiania określano jako dialektykę szyderstwa i apoteozy. Grotowski uważał, że aby dotrzeć do wrażliwości dzisiejszego widza, aby wywołać wstrząs, należy zakwestionować najbardziej podstawowe wartości: ciało i świętość. Ale równocześnie zrobić to tak, by na powrót w trakcie spektaklu te wartości odkryły swój sakralny wymiar. Apocalypsis cum fiuris opowiadało o tym, jak wyglądać mogłoby ponowne przyjście Chrystusa. Był to spektakl niezwykle drapieżny i ostry. Wzbudzający wiele kontrowersji, mogący nawet wzbudzić opór.

Akcja - ostatnie dzieło Grotowskiego - również podejmuje ten sam problem, ale w zupełnie inny sposób. Wszystko jest w niej jasne, świetliste. Pojawiało się wręcz wrażenie wielkiej afirmacji (choć oczywiście mroczne elementy - ziarno zła obecnego w ludzkim losie - były także obecne). W Akcji wykorzystano pieśni, w większości pochodzące z tradycji rytualnych północno-wschodniej Afryki i Karaibów. W warstwie zaś słownej apokryficzną Ewangelię Tomasza. Nieustannie brzmiały pieśni - bardzo piękne i przejmujące. Powstawało wrażenie wielkiej harmonii.

Grotowski w swoim życiu starał się zbudować jak najwięcej szczebli drabiny Jakubowej. Gdy zbudował już szczebel, na którym mógłby stać długo opromieniony sławą, robił krok dalej, w niewiadome, w niebezpieczne. Porzucił u szczytu sławy reżyserię, porzucił parateatr, porzucił Teatr Źródeł. Robił za każdym razem krok dalej. Ale z perspektywy jego życia widać, że podczas wszystkich etapów pracy pojawiały się podobne wątki - próba przekroczenia potoczności (nie poprzez medytację, ale poprzez działanie), próba uczynienia człowieka jednością, natrętne drążenie duchowym w dziedzinę sacrum. Zawsze łączone było to jeszcze z dążeniem do perfekcji, z maksymalizmem twórczym.

Grotowski wierzył, że poprzez sztukę, poprzez rzemiosło można dotknąć nieba. Czy go dotknął? Nie wiem. Ale Akcja, dla mnie jako widza, była jednym z najważniejszych dzieł sztuki, jakie dane było mi zobaczyć.

"Przekrój" 1999 nr 5.

Strona główna
Poprzedni tekst
Następny tekst