Inny teatr
Tadeusz Kornaś
Jerzy Grotowski i Teatr Laboratorium
Strona główna
Poprzedni tekst
Następny tekst
Wehikuł dla siebie i innych

Jerzy Grotowski podczas każdego publicznego spotkania podkreśla, że Akcja nie jest spektaklem. Inny jest cel jej powoływania, inne jest siedlisko montażu ("W spektaklu siedlisko montażu jest w widzu; w Sztuce jako wehikule siedlisko montażu jest w osobach działających, w samych artystach.").

Ale ja byłem świadkiem Akcji, i cóż mam z tym począć? Nie byłem działającym, więc nie wszystkie organiczne jakości w pracy Performera są dostępne memu doświadczeniu, ba nawet nie do końca je rozumiem. A jednak coś dokonało się wobec mnie, w mojej obecności, i nie było to dla mnie obojetne. Sztuka performatywna, tak jak widzi ja Grotowski, z różnych przyczyn nieosiągalna jest dla mnie jako narzędzie, a przecież mimo to mnie zafascynowała.

Czym zaś jest Akcja dla działającego? Sam Grotowski mówi w ten sposób: "Dyscyplina zawodowa całkowicie porównywalna, czy w ogóle pod wieloma względami identyczna z dyscypliną spartyturalizowanej pracy w sztukach widowiskowych, staje się rodzajem << jogi>> mówiąc umownie - swoistej techniki człowieka działającego, zmierzającej do zmiany poziomu energetycznego z tego grubego, z tego chropawego, ale jednocześnie potężnego swoimi siłami biologicznymi, na którym normalnie się znajdujemy, do poziomów innych, o wiele bardziej subtelnych i powiedziałbym, świetlistych. I zejście z tych poziomów na ten poziom codzienny, poziom biologicznej cielesności - zachowując tą świetlistość - to jest sztuka jako wehikuł."

W początkach pracy w Pontederze (Grotowski przebywa we Włoszech od 1985 roku) Akcja absolutnie nie była przeznaczona do oglądania dla widzów. Czasem tylko, wyjątkowo pokazywano ją zaproszonym specjalistom, bądź grupom teatralnym.

Osoby zaś chcące pracować w Workcenter of Jerzy Grotowski and Thomas Richards muszą zdecydować się na przynajmniej roczną pracę, często 10-14 godzin dziennie, sześć razy w tygodniu. Dla niektórych praca przeciąga się na kilka, może kilkanaście lat. Inną formą obecności w Workcenter są spotkania z grupami twórczymi z różnych krajów. Odbywa się to na zasadzie wzajemnej prezentacji. Przybywający pokazują swoje prace, a grupa Grotowskiego Akcję. Później wszyscy analizują wspólnie swoje prace. W 1989 roku Mercedes Gregory zrobiła film rejestrujący Akcję, będący dokumentacją długiego etapu pracy. Film ten jest pokazywany wyłącznie w obecności Jerzego Grotowskiego i Thomasa Richardsa i z ich komentarzem. Thomas Richards podczas spotkania w Teatrze Polskim mówił iż w Akcji zarejestrowanej na filmie pomiędzy działającymi niewiele było pomostów. Jakby Akcja budowała wehikuł dla każdego z osobna. O precyzji struktury niech świadczy fakt, że Akcję filmowano przez kilka dni, za każdym razem w całości, jednak z różnego miejsca sali. Później te obrazy zmontowano w jedną sekwencję. Dźwięk natomiast pochodził tylko z nagrania z jednego dnia. I praktycznie z montażem filmu nie było większych kłopotów, nie było żadnego przesunięcia w czasie między obrazem a dźwiękiem.

Akcja, którą zobaczyliśmy na żywo we Wrocławiu powstała później, różniła się od tej na filmie. W większym stopniu zakładała już wspólność działających. Choć Akcja jest powoływana przez działających w zasadzie dla siebie, jednak z obecnością obserwujących ją gości trzeba było coś zrobić. Thomas Richards powiedział, że pracując nad Akcją spróbowano znaleźć swoiste okno w Akcję - najlepsze miejsce w przestrzeni sali, z którego mogą patrzeć świadkowie. Grotowski porównuje pracę zespołu do zamkniętego przewodu przez który przepływa prąd. Gdy Akcję oglądają "świadkowie", to istnieje drugi przewód. I z przewodu pod napięciem, do tego drugiego mogą przeskakiwać iskry.

Owo okno w Akcję - to we Wrocławiu 15 krzeseł umieszczonych po lewej stronie jednej z sal w Ossolineum, lekko skośnie w trzech rzędach. Sala Ossolineum trochę przypomina wnętrze znanej mi z filmu sali w Pontederze, również posiada drobne wnęki z boku, również jest nieskazitelnie biała. Są jednak różnice - inne jest sklepienie. Tam jest ono płaskie, tutaj stanowi kolebkę. Thomas Richards mówił, że ma to wpływ na śpiew wibracyjny. Że takie kolebkowe sklepienie przypomina nieco wnętrze sakralne, i śpiewający jest ogarniany odbitą od stropu swoją własną pieśnią.

Działający w Akcji ubrani byli w białe koszule i czarne spodnie. Jedynie Richards miał spodnie również białe. Kobieta natomiast była w kolorowej sukience.

O samej Akcji, o tym czym ona jest, nie poważę się napisać. Z drżeniem tylko mogę się przypatrywać odwadze Grotowskiego. Akcja dotyka dosyć podstawowych archetypów i rozbudza ogromną ilość skojarzeń natury wręcz religijnej.

Oglądając Akcję dane mi było wiele różnorodnych doznań. Najsilniejsze poczucie - że to, co widzimy jest dobre. W znaczeniu, w jakim jako dobrego można określić na przykład człowieka. Oczywiście partytura działań jest tak ścisła, że na jakąkolwiek sentymentalną uczuciowość w działaniach aktorów nie ma miejsca. Ale dobro, w takim rozumieniu, jest jakością obiektywną.

Jedno trzeba przyznać - jakość, perfekcja, precyzja powołujących Akcję były ogromne. Widz znający drapieżną momentami ekspresję spektakli Książę Niezłomny czy Apocalypsis cum figuris w Teatrze Laboratorium, patrząc na Akcję najpierw zdziwi się spokojem, skupieniem i wyciszeniem działań. Ale to tylko zewnętrzna warstwa, bo ekspresja była równie wielka, jak w tamtych spektaklach, tylko na inny sposób skumulowana. Jakby wsączana do wewnątrz aktora. Akcja płynie niezwykle harmonijnie. Nawet delikatny, subtelny ruch miał w Akcji zadziwiającą moc. Na przykład taka krótka sekwencja: Na ugiętych kolanach, jeden za drugim poruszają się wszyscy (krok zwany yanwoloo w tradycji wodu). Bardzo delikatnie, w tym samym rytmie. Lekkie dotknięcie stopą z ugiętymi palcami podłogi i przesunięcie tej nogi do przodu. Jakby wszystko skupiło się w tym delikatnym i obezwładniającym ruchu. Skupienie wciąż narastało. Zaś oczy patrzących z zewnątrz widzów zostawały uwięzione w tym ruchu-rytmie. I nagle w miliardowej części sekundy wszystko się uwolniło, działający ze swobodą rozeszli się w różne strony. I nie było to na pewno zakończenie ruchu po jakimś impulsie któregoś z działających. Po prostu równocześnie ruch zakończył się u wszystkich. Trudno mi to wytłumaczyć, ale był to moment niebywałej harmonii.

Podobnie jest z pieśniami. Thomas Richards, zarówno po Akcji, jak i podczas spotkania w Teatrze Polskim mówił wiele o organicznej skuteczności działania pieśni wibracyjnych dla ich wykonawcy. Jednak kłopoty z przełożeniem tego, co dzieje się z wykonawcą w trakcie śpiewania, wciąż stawiały barierę słów trudną do pokonania. Thomas mówił o tym co zna, my słuchaliśmy o tym, czego być może nigdy nie będzie nam dane doznać. Natomiast to, co zobaczyliśmy i usłyszeliśmy podczas Akcji musiało wzbudzić ogromny szacunek dla kunsztu.

Jerzy Grotowski powiedział, że "W konstruowaniu Akcji większość elementów źródłowych przynależy (w taki lub inny sposób do tradycji zachodniej. Wszystkie są związane z tym, co nazywamy "kolebką", w znaczeniu: kolebka Zachodu. To znaczy antyczny Egipt, stara Syria, Izrael, starożytna Grecja. Istnieją, na przykład, elementy tekstowe, co do których nie da się ustalić, skąd się wywodzą, z wyjątkiem tego, że istnieje przekaz, który przewinął się przez starożytny Egipt, ale jest także inna wersja, po grecku. W czasach antycznych cały obszar Egiptu, a także Izrael, Grecja i Syria stanowiły jedną kolebkę. Pieśni inicjatyczne, których używamy (zarówno te z Czarnej Afryki, jak i z Karaibów) są zakorzenione w tradycji afrykańskiej; traktujemy je w naszej pracy jako kontynuację czegoś, co żyło w czasach starożytnych w Egipcie (albo w korzeniach, które go poprzedzały), czyli jako rozgałęzienie naszej kolebki."

Natychmiast uderza różnica w traktowaniu przez Grotowskiego słów mówionych i śpiewanych. Pieśni śpiewane są w językach, z których pochodzą. Natomiast mówione słowa pochodzące z owego "przekazu, który przewinął się przez starożytny Egipt", czyli Ewangelii Tomasza podane są po angielsku. Nie jest to jednak angielski do końca gramatycznie poprawny. Bo przekład z koptyjskiego został dokonany słowo po słowie. Kolejne słowo koptyjskie zostało zamieniane na słowo angielskie, ignorując różne reguły gramatyczne.

Zresztą słów pada w Akcji niewiele. Rozpoznałem logia 18, 22, 28 i 50 z Ewangelii Tomasza. Tekst ten dopełnia się w Akcji w różnych kontekstach. Ważne jest jego teologiczne znaczenie, ważna jest jego funkcja w Akcji, ale też, jak sądzę, słowa wydają się mieć bezpośrednio wielkie znaczenie dla całej działalności Workcenter of Jerzy Grotowski and Thomas Richars. Niestety nie dysponuję przekładem takim, jakiego użyto w Akcji, ale wybrane logia przytoczę w tłumaczeniu Albertyny Dembskiej i Wincentego Myszora. Oto logion 50:

"Jeśli pytają was:

skąd jesteście? odpowiedzcie im;

Przybyliśmy ze światłości, z miejsca

które jest światłością samą

z siebie, która powstała

i objawiła się w swych obrazach."

Jeśli będą wam mówili: kim jesteście? odpowiedzcie:

"Jesteśmy Jego synami i wybrańcami

Ojca żywego." Jeśli zapytają was:

jaki jest znak waszego ojca w was?

odpowiedzcie im: "To jest ruch i

odpocznienie."

Jerzy Grotowski od dawna już zafascynowany był Ewangelią Tomasza. Jeszcze w czasie Teatru Żródeł podczas działań wieczornych padało zdanie z Ewangelii Tomasza: "Błogosławiony, kto stanie na początku".

Ewangelia Tomasza została spisana pod koniec II w. prawdopodobnie języku greckim, choć niektórzy badacze sądzą, że było to tłumaczenie z syryjskiego. Spisana została w Edessie, właśnie w środowisku syryjskim. Wzmianki i cytaty z Ewangelii Tomasza znane były z pism ojców kościoła czy z rękopisów znalezionych w Grecji w Oksyrynchos.

W 1945 roku w Nag Hammadi w Górnym Egipcie odnaleziono bibliotekę 13 koptyjskich kodeksów papirusowych, pośród nich była w całości Ewangelia Tomasza.

Wincenty Myszor we wstępie do polskiego wydania Ewangelii Tomasza napisał, że Ewangelia istniała wcześniej jako szereg luźnych logiów (powiedzeń mądrościowych). I dopiero w II wieku ktoś zebrał i być może przeredagował te logia w duchu gnostyckim i enkratycznym (enkreteia - grecki oznaczenie powściągliwości i ascezy wobec świata i życia doczesnego). Choć w Ewangelii Tomasza większość logiów rozpoczyna się najczęściej od słów: "Rzekł Jezus", można domniemywać, że niektóre logia sięgają głęboko czasów przedchrześcijańskich.

Sytuacja słowa w pieśniach użytych w Akcji jest odmienna. Pieśni pochodzą z Afryki bądź z Ameryki Łacińskiej. Czasem wiążą się one z kultami opętania. Wszystkie pieśni są stare, ogromnie stare. Jednak znaczenia słów nie są znane śpiewającym. Richards powiedział, że ucząc się ich, nie pytali o znaczenia. Mało tego, czasem nawet nie wiedzą, do czego konkretna pieśń "służyła", jakie było na przykład jej miejsce w obrzędzie.

Tak radykalnie różne podejście do znaczenia słowa musi zwracać uwagę. Z jednej strony ogromny pietyzm, by nie uronić najlżejszego nawet znaczenia słowa, z drugiej odsunięcie znaczeń poza przestrzeń rozumienia połączone z precyzją wobec najdrobniejszych dźwięków, intonacji, temporytmów pieśni.

Narzuca się więc pytanie, czy słowo mówione może być również skutecznym jak pieśni wibracyjne wehikułem dla działającego? Obserwując Akcję mogę przypuszczać że tak, ale wtedy słowo musi być zrozumiałe dla mówiącego, musi być dla niego nie tylko brzmieniem, ale i językiem. I jeszcze musi organicznie wróść w strukturę działania. Wtedy będzie miało moc aktu strzelistego.

Jeśli taka hipoteza jest chociaż w minimalnym stopniu trafna, organiczność słowa, bardzo jednak różna od organiczności pieśni, staje się swoistym oddechem, znaczącym rytmem spajającym pieśni. Słowo staje się subtelnym racjonalnym wędzidłem, pozwalającym bez trwogi podążyć za nieświadomym, nieprzekładalnym na znaczenia.

Ale w Akcji słowo jest też wyznaniem i tęsknotą:

"Odkryliście już

początek, aby poszukać

końca: tam bowiem, gdzie jest początek

tam będzie i koniec. Błogosławiony

kto stanie na poczatku,

pozna koniec i nie zakosztuje

śmierci." (logion 18).

Podstawowym elementem w pracy Workcenter of Jerzy Grotowski and Thomas Richards pozostają jednak pieśni wibracyjne. Mistrzostwo detali jest tym, czego oczekuje Grotowski od Performera. Precyzyjnie przyswojone dźwięki słów stają się nośnikiem pieśni. Według Grotowskiego: "Pieśń staje się samym znaczeniem poprzez jakości wibracyjne; nawet jeśli nie rozumie się słów - wystarczy sam odbiór jakości wibracyjnych. Kiedy mówię o takim << znaczeniu>> , mówię zarazem o impulsach ciała; to znaczy, że sama dźwięczność i same impulsy znaczeniem, bezpośrednio, wprost."

Tutaj popadnę w krótką dygresję. W pieśniach tradycyjnych naszego kręgu kulturowego (słowiańskiego) każda pieśń obrzędowa miała swoją funkcję. Takich pieśni nie śpiewano ot, tak sobie. Istniały, jak je nazywano na wschodzie, pieśni "priuroczone", mające w sobie moc. Ich działanie dotykało nie tylko wykonującego pieśń, ale także adresata - mógł nim być człowiek, ale mogły być bóstwa czy siły natury. Oczywiście pieśni używane przez Workcenter wywodzą się nie tylko z innej kultury, ale dotyczą, można powiedzieć, innej warstwy. Grotowski określa je jako wywodzące się z tradycji świątynnej, dalekiej więc od ludowej. Ale wciąż są to pieśni obrzędowe. I bez względu na to, czy Grotowski uważa je wyłącznie za wehikuł działań Performerów, to jednak ich oddziaływanie pozostaje obiektywne. Jeśli wykonane zostają dobrze, a zostają, to działanie pieśni musi być, jak wierzę, nieobojętne dla świadków Akcji.

Warto za Grotowskim powtórzyć jego własne rozterki, Czy możliwe jest zawarcie w tym samym dziele sztuki jako prezentacji i sztuki jako wehikułu. Grotowski dostrzega w tym niebezpieczeństwo zafałszowania całego procesu. "Jeżeli pracuje się nad Sztuką jako wehikułem, ale chce się wykorzystać to jako coś spektakularnego, cały akcent przesuwa się, i tym samym, niezależnie od wszystkich innych trudności, sens tego wszystkiego staje się dwuznaczny".

Grotowski na pewno zdaje sobie sprawę, że każdy praktyk teatru patrzący na Akcję zada sobie pytanie drugiej strony bariery. Zabrzmiałoby ono mniej więcej tak: Czym dla mnie - patrzącego, Akcja różni się od zwykłego spektaklu?

Jednak mimo wszystko Grotowski konfrontuje dzieło z nielicznymi widzami. Ale poprzez całość pracy w Pontederze i ograniczenia do dostępu do prezentacji dla nielicznych, kształtuje trochę sposób percepcji tego dzieła przez "widza". Patrzący wie o tym, że Akcja jest prawie codziennie powoływana wyłącznie dla i przez działających. Najczęściej wykonywana jest bez niczyjej patrzącej obecności. Sprawia to, że dzieło zaczyna istnieć niejako obiektywnie, bez względu na to, czy ktoś na nie patrzy, czy też nie. Grotowski mówi że Akcja jest za każdym razem taka sama, choć nie ta sama.

Jeszcze w Laboratorium Grotowski bardzo głęboko sprawdzał, jakie mogą być stosunki pomiędzy widzem, a aktorami. Organizacją przestrzeni narzucał relację. Akcja w Pontederze została ukształtowana i trwa jako dzieło bez widzów. Jest podporządkowana wyłącznie działającym - Performerom. Partytura jest zapisana całkowicie w nich. Zapraszani goście o tym wszystkim wiedzą. Akcja staje się wtedy również swoistym wehikułem dla patrzących na nią. Z tym że, rzeczywiście jest to zupełnie inny rodzaj wędrowania.

Patrząc na Akcję wyłącznie jak na spektakl musiałbym powiedzieć, to wyśmienite dzieło, jedno z najpiękniejszych. Na poziomie techniki, na poziomie struktury dramatycznej, na poziomie biegłości, jakości, intensywności, na wielu jeszcze innych poziomach Akcja obroniłaby się przed każdą publicznością. Ale z drugiej strony po obejrzeniu Akcji jestem skłonny wierzyć Grotowskiemu, że poprzez tę strukturę udaje się przechodzić Performerom z poziomu grubego ku czemuś subtelnemu i zatrzymać choć na czas Akcji tę subtelność.

Wypada jeszcze tylko dodać, że Akcję powołali: Thomasa Richards (USA), Mario Biagini (Włochy), Baruch Braner (Izrael) Nhadan Chirco (Włochy), Przemysław Wasilkowski (Polska) i Brian Watt (USA). Zaś organizacją Workcenter kieruje Carla Polastrelli.

Kraków, 1997

"Didaskalia" 1997 nr 18.

Strona główna
Poprzedni tekst
Następny tekst