Inny teatr
Tadeusz Kornaś
Recenzje
Strona główna
Poprzedni tekst
Następny tekst
Teatr im. Jaracza w Łodzi
"Podróż do Buenos Aires"
reż. Marian Półtoranos, 2001

Po premierze

Pusta scena, na niej tylko podest i aktorka, która przez prawie godzinę wciąż mówi. Nie sposób jednak jednoznacznie określić ani sytuacji, ani miejsca akcji, ani nawet czasu. Wspomnienia mieszają się z rzeczywistością. Młoda, ładna aktorka używa słów starej kobiety. Lecz nie naśladuje niewolniczo zachowań związanych ze starością: pozostaje uśmiechnięta, żywiołowa.

Bohaterka przedstawienia - Walerka - stopniowo zapomina wszystko, nawet najważniejsze sprawy. Ma jednak bolesną świadomość tego procesu. Wspomnienia o dzieciach stają się coraz bardziej wyrywkowe, w końcu nie może nawet przypomnieć sobie ich imion. Proces zapominania przeprowadzony został w strukturze języka dramatu wręcz mistrzowsko. Można powiedzieć, że to świetne artystycznie skrojone ukazanie klinicznych postępów sklerozy. Ale spektakl (podobnie jak dramat) jest przewrotny. Trudno sobie odpowiedzieć na pytanie, kim jest Walerka i gdzie się znajduje. Wygląda to na jakąś szczelinę między śmiercią a... Bóg wie czym. Jeśli przyjąć tę wersję, proces zapominania staje się procesem oczyszczenia przed wejściem Walerki w nowy świat. W takiej szczelinie nie ma się przecież młodości czy starości. Taki domysł podkreśla jeszcze młody wiek aktorki. Jednak i to skojarzenie wcale nie jest oczywiste.

Walerka jest prostą kobietą, pełną zgryzot, ale i niesprawiedliwości wobec innych. Ani dobrą, ani złą. Potrafi kochać i krzywdzić. Modlić się żarliwie, a równocześnie z zawziętością nie wybaczać win. Bywa niesprawiedliwa nawet wobec własnych dzieci: z czułością i dumą pisze list do syna, który skończył prawo, a teraz sprzedaje hot dogi na Manhattanie, wspomina jego dobre wykształcenie; w końcu, zwraca się do córki, która została w kraju: "a ty też coś tam skończyłaś, jakąś farmację".

Gabriela Muskała wielokrotnie zmienia środki wyrazu. Czasem chce się podobać, ale nie cofa się też przed brzydotą. Przejęcie słów starej kobiety przez młodą aktorkę naddaje wielu starczym gestom i nawykom dziwnego efektu obcości, dystansu. Młoda kobieta gra, jak mogłaby zachowywać się stara; sepleni, gdy zgubi sztuczną szczękę, wykrzykuje przekleństwa podczas modlitwy. Jednak jest to tylko gra; nie sposób przecież przeskoczyć bariery wieku, nawyków i gestów ciała. Ale w wielu fragmentach Muskała nie próbuje nawet naśladować starości, a przez to dystans wobec słów staje się o wiele większy.

Spektakl bywa momentami nieodparcie śmieszny. Bohaterka wzbudza sympatię, mimo że jej złośliwość, jad, zawiść wcale do tego nie skłania. Z pogodnym uśmiechem oglądamy jej rozpaczliwe próby ocalenia choćby skrawków pamięci. Na szalu próbuje sobie zawiązywać supełki, by zapamiętać. Ale w końcu i tak zapomina, co one oznaczają. Próbuje ocalić rentę, notes, próbuje ocalić pamięć. W końcu jednak, pogodzona, odchodzi przez szczelinę po lewej stronie sceny. Jej pamięć została wyczyszczona. Ale czy Walerka odeszła w pustkę? A może zapominanie było tylko stworzeniem miejsca dla nowych doznań?

Strona główna
Poprzedni tekst
Następny tekst