Inny teatr
Tadeusz Kornaś
Szkice i rozmowy
Strona główna
Poprzedni tekst
Następny tekst
Uczynić muzykę widzialną
Z Martą Białoń rozmawia Tadeusz Kornaś

Czy uprawianie eurytmii jako sztuki jest możliwe poza kontekstem antropozofii?

Byłoby to bardzo trudne. Antropozofia wiele tłumaczy. Kiedyś Rudolf Steiner powiedział, że jeżeli się robi eurytmię, to nie trzeba znać antropozofii, nie trzeba o niej czytać, ponieważ w eurytmii jest wszystko to, czym jest antropozofia. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że przez lata studiów w Schule für Eurythmische Art und Kunst nie miałam zbyt wiele czasu, żeby czytać książki antropozoficzne. Oczywiście raz w tygodniu mieliśmy przedmiot pod nazwą antropozofia. Ale na początku, nawet z przyczyn językowych, nie miałam możliwości szybkiego przyswojenia sobie tych lekcji. To, co poprzez eurytmię poczułam z antropozofii, wystarczyło mi i dało bardzo dużo. Kiedyś któryś z nauczycieli powiedział, że wystarczy dobrze robić eurytmię, a wtedy zrozumie się antropozofię. I ja tego doświadczyłam.

W eurytmii wszystko jest skodyfikowane. Od czego zaczyna się pracę nad choreografią do nowego programu?

Ku choreografii idzie się stopniowo. Jeżeli pracuje się nad utworem muzycznym, najpierw trzeba wielokrotnie słuchać tej muzyki, wsłuchiwać się w nią, próbować analizować, usłyszeć to, co zawarte jest w muzyce. I jeżeli nie ma się absolutnego słuchu, trzeba krok po kroku analizować, co muzyka przekazuje, co jest pomiędzy nutami, co jest pomiędzy pauzami. Sama droga do dźwięku jest właściwie ważniejsza niż wykonanie tego dźwięku. Trzeba tę muzykę w końcu mieć w sobie. Dopiero później można próbować ją pokazać.

Gdyby ktoś, kto zna świetnie i eurytmię, i różne kompozycje muzyczne zobaczył pokaz Pani zespołu bez muzyki, czy potrafiłby rozpoznać, że to jest na przykład Kwartet na koniec czasów?

Do tego eurytmia powinna dojść. Ale muszę z przykrością powiedzieć, że tylko niewiele osób - mogę je policzyć na palcach jednej ręki - dochodzi do takiej umiejętności, żeby muzyka bez użycia dźwięków była dla innych widzialna i słyszalna. Eurytmia jest młodą sztuką i ma jeszcze tyle do osiągnięcia i wyćwiczenia.

Pokazały Panie kompozycję na cztery instrumenty. Czy można powiedzieć, że każdy eurytmista na scenie oddaje dźwięk jednego instrumentu, czy raczej choreografia eurytmiczna odnosi się do całości kompozycji?

Gdyby Pan zobaczył kilka razy ten utwór, doszukałby się Pan osób, które "robiły" poszczególne instrumenty. W tym utworze zmieniałyśmy się instrumentami. Nie było nigdy tak, że jedna osoba przez cały czas jest wiolonczelą. Naszym zamiarem było, żeby zmian było jak najwięcej, żeby każda osoba miała możliwość na wszystkich instrumentach pokazać tę zmianę w sobie. I to oczywiście wpływało na choreografię.

Jednak na scenie jest pięć osób, a instrumentów - cztery. Co więc robi ta piąta osoba?

Czasem instrumenty są podwajane. Kiedy na przykład wyraźnie słychać, że fortepian jest instrumentem prowadzącym, że jest podłożem całej muzyki, to żeby go wzmocnić, robią go dwie osoby. Albo żeby wzmocnić formę, ten sam instrument mogą robić nawet trzy osoby. W tym utworze w trzecim zdaniu na klarnet solo, robiłyśmy eurytmię w trzy osoby (choć można oczywiście pojedynczo - i też będzie pięknie). Ponieważ sama muzyka zawierała piękne obrazy, głosy ptaków. I dlatego gra pomiędzy trzema osobami, to, co tworzyło się w przestrzeni, było dla nas bardziej interesujące, niż na przykład pokazanie jednego instrumentu. W tym zdaniu interesowało nas to, co jest pomiędzy eurytmistami. To, co tworzy się w przestrzeni. Zdarzało się też tak, że grały dwa instrumenty, a było pięć eurytmistek na scenie.

Muzyka wywołuje też uczucie. Nieraz jest ono kształtowane niezależnie od dźwięku. Czy eurytmia może oddać odczucia indywidualnego człowieka wobec kompozycji muzycznej? Czy tylko nuty i - jak Pani to powiedziała - to, co jest między nimi?

Oczywiście, jest to możliwe. I uważam, że powinno się to pokazywać. Podstawy eurytmii muzycznej mówią, że te sfery indywidualne, to coś, co człowieka prywatnie dotyka, powinno się na scenie odłożyć na bok, a pokazywać bardziej to, czym jest muzyka. Natomiast ja uważam: dlaczego nie otworzyć siebie, ze wszystkim tym, co się odczuwa. Dla mnie eurytmia jest czystą prawdą o całym człowieku. Eurytmista, który potrafi się otworzyć i pokazać naprawdę to, co w nim jest, jest bardzo odważny. Ale nie wszyscy tak robią. Niektórzy potrafią zatuszować głębokie uczucia, których doznają podczas słuchania muzyki i podczas robienia eurytmii. Jednak u - jak bym to powiedziała - prawdziwego eurytmisty widać, że muzyka żyje, że cała postać tańczy. Nie tylko jego głowa, w której siedzi intelekt i rozum, czy nie tylko samo uczucie i nie tylko sama wola. Ujęcie tych trzech elementów razem: uczucia, woli i rozumu - choć bardzo trudne - jest prawdziwą eurytmią.

Bardzo się zdziwiłem, gdy już po spektaklu obejrzałem w programie przedziwne wykresy. Czy to jest to, co Panie tańczyły?

To są formy eurytmiczne.

Czy te rysunki wykonuje się zanim zacznie się robić choreografię, czy później, po to, by zapamiętać ruch?

Bardzo różnie. Czasami dostaje się tak silnej inspiracji, że słuchając muzyki rysuje się je w sposób jaki ta inspiracja dyktuje.

Ale jest pięć kobiet. Jeżeli każda z nich narysuje sobie formę, to one się kiedyś zderzą.

W rysowaniu tych form są pewne zasady. Zależy, czy jest to utwór molowy, czy durowy, czy są dysonanse, czy są akordy. Od tego zależy, jaka powstanie forma. To najprostszy przypadek. Natomiast jeśli ma dojść do tego jeszcze element artystyczny, to oczywiście tę formę można kształtować w sposób bardziej skomplikowany. Konkretnie, w kompozycji Messiaena. Akurat ta forma jest do drugiego zdania. Fortepian ma rolę prowadzącą, podstawową, natomiast skrzypce mają przekazać klarowność melodii i nawet samą melodię. Na tej podstawie można stworzyć koncepcję formy. Trzeba się najpierw zastanowić, jak to ułożyć w przestrzeni, żeby wszystko między sobą zgodnie funkcjonowało, żeby, jak Pan to powiedział, osoby się ze sobą nie zderzały. W tym konkretnym przypadku forma zrobiona dla fortepianu idzie w przestrzeni tylko w kształcie ósemek, które się przeplatają, ponieważ są to tylko same akordy, w tej samej tonacji, typie. Natomiast skrzypce mają możliwość przeplatania tego wszystkiego.

Można odnaleźć eurytmiczny ekwiwalent muzyki, ale z tego, co wiem, Messiaen chciał zawrzeć w tej kompozycji jeszcze coś więcej. Jak sam mówił, zainspirowały go konkretne obrazy z Apokalipsy św. Jana. Załóżmy, że rzeczywiście wszystko zgadza się w warstwie muzycznej. Ale gdzie wtedy pomieścić tę treść, czy raczej inspirację? Gdzie jest Apokalipsa?

Starałyśmy się to pokazać poprzez stroje, kolory świateł, poprzez ruch artystyczny. Może nie przez samą formę, ta była rzeczywiście muzyczna, ale były też fragmenty inne. W ósmym zdaniu forma oparta była na kole. Chciałyśmy oddać treść ósmego zdania, zakończenia odnoszącego się do wieczności, o której Messiaen chciał powiedzieć.

Wielu, jeśli nie większość, widzów nie zna teoretycznych zasad tego, co wyraża dany ruch w eurytmii. Pamiętam w spektaklu moment, gdy wszystko zastygło w nasyconej czerwieni, purpurze. Steiner mówi, że czerwień oznacza coś pogodnego. Dla mnie było tam dostojeństwo, pustka i groza.

Rzeczywiście, kolory i gesty odbierane są różnie. Ludzie reagują bardzo różne. W dużym stopniu zależy to również od ich przygotowania do słuchania muzyki. Po Kwartecie na koniec czasów usłyszałyśmy wiele pozytywnej i negatywnej krytyki. Pytano, dlaczego taki kolor, a nie inny, dlaczego takie oświetlenie, dlaczego takie stroje. A dla nas było ważne już samo to, że poprzez przedstawienie zrodziły się w ludziach pytania.

Teatr pozwala dostrzec postać czy zdarzenia równocześnie z wielu różnych perspektyw, w wielkim skomplikowaniu, z nierozłącznie spleconym dobrem i złem, z tragicznością. Eurytmia, o ile dobrze ją rozumiem, stara się wydestylować konkretne, czyste stany, znaczenia, uczucia, nawet słowa.

Muszę wrócić do tego, co powiedziałam na początku. Eurytmia jeszcze nie rozwinęła wszystkiego. Można ją porównać ze sztuką baletową, która ma trzystuletnią przeszłość (sama zresztą zaczynałam od baletu). Kto by pomyślał, że balet rozwinie się do takiego poziomu jak teraz? To samo można powiedzieć o eurytmii. Ma ona dopiero kilkadziesiąt lat. Osiągnęła pewien poziom, ale cały czas się rozwija. To, co zawarte jest w książkach Steinera, to podstawa. Tak jak w balecie, trzeba nauczyć się techniki, pozycji. Dopiero potem jest się w stanie stworzyć coś nowego.

Po pięciu latach studiów eurytmicznych można pokazać pewne rzeczy, ale to sama technika. Wiele osób poznając eurytmię na studiach poprzestaje na tym. Pracuje później nad eurytmią pedagogiczną, terapeutyczną. Za mało jest jednak osób, które chcą pracować nad eurytmią artystyczną.

Strona główna
Poprzedni tekst
Następny tekst