Inny teatr
Tadeusz Kornaś
Teatr Wiejski Węgajty
Strona główna
Poprzedni tekst
Następny tekst
Wędrowcy z Rachmańskiej Krainy

Teatr Wiejski Węgajty powstał ponad pięć lat temu. Siedziba teatru znajduje się w kolonii wsi Węgajty. Tam też, w malowniczych warmińskich okolicach, osiedlili się twórcy zespołu. Choć mieszkają obecnie na wsi, wszyscy zostali ukształtowani w środowisku miejskim, co więcej, w tradycjach różnych regionów, a nawet krajów. Ma to dość istotne znaczenie, gdyż Teatr Wiejski Węgajty, jak to programowo zawarł w swej nazwie, zainteresowania zwrócił ku szeroko rozumianej kulturze wiejskiej, ludowej. Brak "zanurzenia" osób tworzących teatr w jednej, usankcjonowanej pochodzeniem i wychowaniem kulturze, skazuje ich na pewnego rodzaju eklektyzm. Ale i tę różnorodność próbuja wykorzystać jako atut. Sedno twórczości Węgajt, zarówno teatralnej, jak i muzycznej, leży w wyłuskiwaniu z tego, co jest już tylko etnograficznym zapisem świata (ze starych melodii, historii, gawęd, pieśni i podań), jego żywej istoty objawiającej się podczas międzyludzkiego spotkania. W żywym kontakcie kultura ludowa odsłania swe drugie oblicze. Pod powierzchnią nieprawdopodobnych ludowych opowieści, prościutkich przyśpiewek czy zaśpiewów kryje się archaiczno-religijny sposób pojmowania świata, a dokładniej życia w nim. Kultura ludowa, pozostając w swych objawach róznorodna, prowadzi zawsze do myślenia ekologicznego, rozumianego jako życie w zgodzie z ludźmi i przyrodą.

Sytuacja osób tworzących Teatr Wiejski Węgajty podobna jest trochę do tej, w jakiej znalazł się kiedyś Stanisław Vincenz. Ten wybitny humanista z racji pochodzenia i wykształcenia nie był predestynowany do zajmowania się kulturą ludową, przeniknął jednak w hermetycznie zamknięty świat ludowości. "Na wysokiej połoninie" stało się, kto wie czy nie jedyną, księgą łączącą artystycznie wyrafinowaną formę z prostotą postrzegania rzeczywistości oczyma zwykłych, wiejskich ludzi. Węgajty na gruncie teatru i muzyki wyznaczyły sobie podobny cel; świadomie wkroczyć w świat (teoretycznie) już utracony, poznać go, dotrzeć do jego wnętrza, by w końcu zamknąć go w artystyczną strukturę spektaklu, czy pieśni. Podobieństw sytuacji i życia oraz zauroczenie działem Vincenza sprawiło, że Teatr Wiejski Węgajty skomponował swoje pierwsze przedstawienie z opowieści zawartych w księdze "Na wysokiej połoninie". Pełny tytuł spektaklu brzmi: "Historie Vincenza - Historie dziwne, zaśnione, lecz niezmiernie wyraźnie... o Prawdziwym Żydzie, Antychryście i Preoswiaszczennym Metropolicie". Premiera odbyła się 26 marca 1988 roku w Węgajtach.

Obecnie Teatr Wiejski Węgajty tworzy sześć osób: Erdmute i Wacław Sobaszkowie, Małgorzata Dżygadło-Niklaus i Wolfgang Niklaus, Witold Broda oraz Katarzyna Krupka. Prócz nich przez Węgajty przewija się wiele osób przyjeżdżających tam, często z bardzo daleka, by pomuzykować razem. Bo węgajty to również, a może przede wszystkim, doskonała kapela. Muzyka jest fundamentem i punktem wyjścia do wszelkiej aktywności. Traktowana jest jako via naturalis teatru.

Teatr Wiejski Węgajty organizuje wyprawy penetrując regiony o różnych kulturach, gdzie można znaleźć świadków ginącej juz tradycji. Zazwyczaj są to ludzie starzy, często bardzo starzy. Już kilkadziesiąt lat temu Jan St. Bystroń napisał: "O ile jednak tzw. sztuka ludowa staje sie popularna w kołach artystycznie wykształconej (...) inteligencji, o tyle wśród ludu traci grunt coraz to bardziej. Rzecz to prosta: tutaj te siły, które wśród inteligencji przyczyniają się do szerzenia tematów ludowych, działają w kierunku wręcz odwrotnym. (...) Ostatecznie mamy do czynienia z osobliwą sytuacją: inteligencja propaguje sztukę ludową, a lud sztukę tę lekceważy, starając się zbliżyć do sztuki inteligenckiej." Dziś ta sytuacja stała się jeszcze bardziej paradoksalna. Węgajty podczas swoich podróży często wskrzeszają tradycje, które zaginęły na wsiach już dość dawno. Teatr staje się apostołem ludowości, w miejscach gdzie przedtem ona się rodziła.

Otwartą sprawą pozostaje, czy propozycje muzyczne i teatralne Węgajt wpisać należy w krąg kultury ludowej, czy też usytuować poza nią? Czy zaistnieć może kultura poza konkretnym kontekstem kulturowym? Przy próbie odpowiedzi na te pytania nieodparcie nasuwa się analogia z drugim, po Vincenzie, "wędrowcą gór" - Mirceą Eliade, który jako religioznawca stanął przed podobnym dylematem. Poznając wiele religii nie zgadzał się tylko na ich dokumentowanie. Próbował wniknąć w ich ducha, doświadczyć ich. Oparł się przy tym pokusie stworzenia nowej gnostyczno-panteistycznej teligii syntezującej wszystkie już istniejące. Udowodnił jednak, że istnieje postawa religijna dostępna wszystkim ludziom. Homo religiosus, jakim widzi go Eliade, jest bardziej fenomenem postrzegania świata, niż tworem dogmatu konkretnej religii. Twórcy Węgajt, głównie poprzez muzykę, próbują dosięgnąć sedna ludowości i wypływającej z niego archaiczno-religijnej otwartości na ludzi, przyrodę, wszechświat. Nie próbują stworzyć nowej syntezy. Potrafią cieszyć się z ogromnej różnorodności kultur, z pokorą zbierając ich okruchy.

W czasie świąt Wielkiej Nocy 1990 roku Węgajty odbyły wyprawę do wsi Dziadówek na Suwalszczyźnie. Członkowie teatru i ich zaproszeni goście chodzili po domostwach wskrzeszając stary obrzęd alilujki. Dawna kultura ludowa znała wiele tradycji i obrzędów związanych ze świętami wielkanocnymi. Dziś zwyczaje te ograniczają się do świętowania rzdzinnego bądź odpustowo-kościelnego (np. Emaus). Świętowanie wspólne, społeczne zanikło prawie całkowicie. O ile w okresie bożonarodzeniowym gdzieniegdzie chodzą jeszcze kolędnicy, to tradycje wielkanocne zostały w zasadzie zupełnie zaniechane. Chodzenie po dyngusie (oczywiście mam na myśli obrzęd, a nie tylko bezmyślne polewanie wodą) czy też suwalska alilujka "nie są juz w modzie" - jak to wielokrotnie powtarzali mieszkańcy Dziadówka. "Moda" przeminęła stosunkowo niedawno, może około 20 lat temu. A prawdę powiedziawszy, nie ma już żadnych szans, by te tradycje na nowo zaistniały.

Dla Teatru Wiejskiego Węgajty muzyka staje się podstawową formą kontaktu z obcymi przecież ludźmi wsi. Treść zaś i rację bytu podróżowaniu ku społecznościom wiejskim sankcjonuje ginąca, ale jeszcze pamiętana tradycja. Właśnie tradycja sprawia, że ludzie nie czują się zaskoczeni i nie zwracają się ku przybyszom z nieufnością czy też wrogością. Dla wielu osób, zwłaszcza starszych, wskrzeszenie alilujki było bardzo radosnym przeżyciem.

Wędrówka Węgajt posiada wewnętrzną formę i rytm. Muzyka rozbrzmiewa praktycznie przez cały czas. Jej charakter jest kształtowany przez otaczający krajobraz lub dominujący nastrój. Rozlegają się dźwięczne dźwięki ligawki nad jeziorem, triumfalne na wzgórzu, potem chwila tańca na pięknej łączce, zbliżający się do jakiegoś gospodarstwa radosnym śpiewem oznajmiają "idzie się"... W marszu pieśń brzmi żwawo, podczas odpoczynku łagodnie. Po pewnym czasie muzyka organicznie zrasta się z tym beztroskim podróżowaniem. Równie niezwykły, jak muzyka, jest wygląd grupy poruszającej się w przepięknym suwalskim krajobrazie. Ogromny bęben, jeszcze większy kontrabas, skrzypce, akordeon, klarnety oraz niezwykła w tym zestawieniu ligawka (prawie dwumetrowa trąba) stanowia malownicze instrumentarium zespołu. Obok biega zawsze nieodłączna grupka dzieci z radością przyłączająca się do wędrujących muzyków. Wszystko to tworzy niewymuszoną, wydawałoby się zupełnie nierealną, wciąż zmieniającą się kompozycję.

Sam obrzęd chodzenia z alilujką posiada tradycyjną muzyczno-teatralną strukturę. Kapela rozpoczyna pieśń, podczas której przed dom wychodzą gospodarze, zapraszając przybyszów do środka:

Chrystus zmartwychwstaje

Ludu przykład daje

Iż nam z martwych wstaci

Z Bogiem królewaci

Kyrie eleison...

Bez przerywania melodii wszyscy wchodzą do wnętrza domu. Zwrotek tej pieśni jest co niemiara. Po strofach opowiadających biblijne historie, z kluczową:

Jezusa szukacie

Tu go nie znajdziecie

Wstał ci z martwych, tu go nie

Tylko jego odzienie

Alleluja...

Następują zwrotki stanowiące dialog z gospodarzami, wzywające ich do obdarowania alilujników i do poczęstunku. Na przykład:

Chwała Bogu Ojcu

Siedzi kura w kojcu

Jajeczek nam naniesie

Dzieweczka nam przyniesie...

Alleluja...

Są też strofy nawołujące do ugoszczenia napitkiem. Gdy wreszcie jadło pojawia się na stole, pieśń kończy się śpiewem, zyskującym w tym kontekście dwojakie znaczenie:

Bądźmy więc weseli

Jako w niebie anieli

Czegośmy pożądali

Tegośmy doczekali

Alleluja...

Bo przecież doczekaliśmy zmartwychwstania Chrystusa, a równocześnie na stole pojawił się pożądany przez wszystkich poczęstunek. Muzycy Węgajt starali się odnaleźć dla każdego z domowników odpowiednią pieśń. Próbowali też wciągnąć w śpiew mieszkańców wsi. Wszędzie przyjmowano Teatr bardzo ciepło i serdecznie. Stoły zawsze pełne były ciast, wędlin i... bimbru, który, niestety, od wielu już lat króluje na wiejskim obrusie. W rozmowach gospodarze opowiadali o swym życiu, troskach, marzeniach. Na pytania o stare pieśni i oracyjki (rymowane przemowy wplatane w obrzęd alilujki) zazwyczaj opowiadano, że nikt ich już nie pamięta. W niektórych domach starsi ludzie opowiadali, jak dawniej wygladało śpiewanie alleluja. Gdy jednak udawało się odnaleźć kogoś, kto zna dawne pieśni, czy też pamięta zapomniane zwrotki znanych przez Węgajt melodii, starano sie go zachęcić do wspólnego śpiewu. Równocześnie skrzętnie nagrywano, dokumentowano to wszystko, co stanowiło jakieś swiadectwo zaginionej już tradycji. Podczas wizyt w domach Teatr Wiejski Węgajty zapraszał wszystkich na mającą sie odbyć wieczorem zabawę. Ta udała się wyśmienicie. Do wtóru niezwykle witalnej muzyki granej przez teatr-kapelę cała wieś Dziadówek bawiła sie długo w noc. Mieszkańcy Dziadówka znów mogli poczuć, że stanowią społeczność, którą może jeszcze coś połaczyć. Na ten wieczór zawieszono spory i niesnaski. W przyszłym roku Teatr Węgajty zamierza znów tu przyjechać, przygotowując tym razem misterium wielkanocne.

Zima jest czasem kolędy. W tym roku Węgajty wyruszają na Huculszczyznę. Jest to dla Teatru Wiejskiego wyprawa niezwykle ważna. Znajdą się w miejscach, gdzie żył Vincenz, na ziemi, na której dawniej przenikały się różne kultury: huculska, żydowska (chasydzka), polska, ormiańska, ukraińska... Wcześniej tę krainę, widzianą i opisaną przez Vincenza, Węgajty przeniosły w przestrzeń swej skromnej sali, na daleką Warmię.

"Historie Vincenza" Węgajt są propozycją całkowicie odmienną od innych przedstawień teatralnych. Teatr Wiejski oparł forme spektaklu na zlekceważonym lub zapomnianym przez innych gatunku - ustnej tradycji gawędy. Ten rodzaj wypracowany w ciągu wieków przez prostych ludzi zakłda, przynajmniej tak było w przeszłości, że słuchający poddaje się nastrojowi płynącej opowieści, zanurza się w potok słów, zarówno w ich treść, jak i melodię. Przedstawienie budują obecnie trzy historie: pierwsza, opowiadająca o przyjeździe Preoswiaszczennego Metropolity i wielkiej radosnej zabawie "bez wódki". Druga o Doboszu i wreszcie trzecia, najbardziej urokliwa, wzorowana na opowieściach chasydów, mówiąca o żydowskim krawcu Pinkasie, który przez swoją gorliwość oddalił przyjście Mesjasza. Opowieści snute są do wtóru muzyki, śpiewu i tańca. Historia o Pinkasie ("Rarytas" z tomu "Barwinkowy wianek" Vincenza) opowiadana jest przez Wolfganga Niklausa, który siedzi za stołem animując przed sobą figurki. Robi to w sposób najprostszy, jak dziecko, które trzyma w ręku lalkę i mówi za nią. Zabieg ten uwypukla z jednej strony prostotę, a z drugiej cudowną rzeczywistość tej opowieści. Żywa muzyka, rozbrzmiewajaca przez cały spektakl, wykorzystuje huculskie i żydowskie melodie, ekstatyczny taniec, niguny - chasydzki śpiew bez słów, melodyjne traktowanie słowa. Wszystko to sprawia, że spektakl staje się jednolitą kompozycją muzyczno-teatralną.

Prócz prezentacji własnego spektaklu Teatr Wiejski organizuje w Węgajtach seminaria dotyczące różnych dziedzin: antropologii, historii, etnologii, religioznawstwa, muzykologii i etnomuzykologii, ekologii... W trakcie seminariów odbywają się teoretyczne wykłady, a takze spektakle zaproszonych teatrów, koncerty, warsztaty, wystawy, projekcje filmów, dyskusje. Nieodłącznym elementem wszystkich spotkań jest zabawa taneczna, podczas której spotykają sie razem zaproszeni przez Węgajty goście i ludzie mieszkający na wsi.

W dziele Stanisława Vincenza "Na wysokiej połoninie" znajduje się następujący dialog:

- A kiedyż już raz będzie ten koniec świata [...]

- Kiedy ludzie przestaną świętować i trembitać, kiedy zapomną kolędy i dzwonów z Rachmańskiej krainy, kiedy zaniechają pisanek i Jurija..."

Wynika z niego, że jednym z nielicznych dziś filarów pozwalających istnieć temu światu stał się Teatr Wiejski Węgajty. Oby nie pozostał kiedyś jedynym.

Strona główna
Poprzedni tekst
Następny tekst